user_mobilelogo

Licznik odwiedzin

1.png0.png7.png2.png6.png9.png

Wszystkie wpisy alfabetycznie

środa, 10 sierpień 2016 00:00

Zielona herbata - azjatycki napój bogów

 

 

Moją ulubioną herbaciarnię na Saskiej Kępie z uroczym staroświeckim klimatem i meblami jak u prababci, którą pamiętam od zawsze – zlikwidowali. W jej miejscu otworzyli kolejną kawiarnię – sieciówkę z menu standardowym, zestandaryzowanym i zglobalizowanym. Kawiarnie rosną jak grzyby po deszczu a herbaciarni ubywa. Każda kawiarnia ma w swojej ofercie również herbaty. Najczęściej z torebki. Zamawiam zieloną, Pani przy kasie wyciąga wielgachną szklankę jak do Latte, krzywię się a raczej jest do grymas cierpienia, ale nic nie mówię. Pani jest empatyczna, wychwytuje ślad bólu mentalnego na mojej twarzy „Coś nie tak?“ W szklance nie?“. „Nie“ – kiwam głową – „w filiżance“. „My to tak serwujemy, ale oczywiście może być w filiżance“. Wsypuje fusy luzem do filiżanki i zalewa je wrzątkiem z automatycznej maszyny, para aż bucha z brzucha filiżanki mi przeznaczonej. Bólu mentalnego na mojej twarzy tym razem obsługująca nie widzi, bo jest odwrócona do mnie plecami.

Męczę ten gorzki napój o kolorze żółtym z nutką pomarańczy, z którego wyjąć fusów – bez poparzenia się - się nie da i myślę sobie o tym, jak w dziejach ludzkości zagubiliśmy sztukę kamieniarską.  Pomimo pozornego postępu nie mamy na dzień dzisiejszy takich umiejętności technicznych w zakresie obróbki i budowania z kamienia jak mieli XIV-XV-wieczni kamieniarze, nie wiemy jak robili pewne rzeczy i nie jesteśmy w stanie ich odtworzyć. I pewnie ze sztuką parzenia herbaty będzie podobnie, bo i ponoć w Azji powoli chyli się ona ku upadkowi, gdyż gros Azjatów jest zafascynowana zachodnim stylem życia i raczej sięgną po Colę niż zieloną herbatę (o zgrozo!).

Chociaż żeby nie było, że wszędzie jest tak źle – w mojej ulubionej kawiarni Nero Green na Placu Konstytucji podają zieloną herbatę oddzielnie, w koszyczku, pouczają, żeby odczekać kilka minut przed zaparzeniem i nie parzyć zbyt długo.

Wiele osób zieloną herbatę traktuje w dalszym ciągu jako napitek egzotyczny. Wielokrotnie spotkałam się ze stwierdzeniem, że zielona herbata jest niedobra, bo jest gorzka. Jeśli przyrządzona tak jak we wspomnianej na wstępie kawiarni – rzeczywiście tak będzie. Na gorzkość zielonek herbaty wpływa obecność składników pod nazwą antocyjany. Są one cierpkie, jeśli jest ich za dużo, herbata nie jest dobrej jakości. Herbata zielona do kupienia w dyskontach za 3-4 zł. po prostu nie może być smaczna.   

 

Właściwości zdrowotne zielonej herbaty

Pod względem składu chemicznego herbata jest bardzo skomplikowana – do dziś zidentyfikowano ponad 500 składników w niej zawartych.

Z nich, najczęściej wymienia się polifenole - organiczne związki o właściwościach przeciwutleniających, z czego w herbacie zielonej najpoważniejszą grupę stanowią katechiny. Dla przypomnienia – procesy utleniania – to procesy wysypu wolnych rodników – przyśpieszony proces starzenia i obniżenie odporności.

Zatem wszystkie składniki przeciwutleniające (tzw. antyoksydanty) są substancjami przeciwstarzeniowymi i przeciwdegeneracyjnymi.

Herbata zielona i popularniejsza w naszym regionie herbata czarna – to ta sama roślina, z tym że herbata zielona jest niefermentowana, zaś czarna – fermentowana. Istnieje jeszcze rodzaj pośredni – półfermentowana herbata ulung.

W herbacie zielonej dobroczynnych polifenoli jest zwykle od 15 do 35% (w zależności od gatunku), tymczasem w herbacie czarnej – już o ponad połowę mniej, gdyż większość tych związków utlenia się w procesie fermentacji.

liscie herbatyNie wnikając za bardzo w chemiczny skład herbaty zielonej, tak aby artykuł ten był lekkostrawny napiszę tylko, że na dzień dzisiejszy potwierdzono następujące działanie zielonej herbaty:

-       Przeciwdziała skutkom napromieniowania i migrenom

-       Wspomaga absorbcję witaminy C

-       Redukuje stężenie lipidów i cukru we krwi

-       Obniża wysokie ciśnienie krwi

-       Uszczelnia włosowate naczynia krwionośne (obecność rutyny)

-       Działa przeciwutleniająco (przeciwstarzeniowo)

l-       Działa sterylizująco i przeciwzapalnie

-       Zmniejsza odporność bakterii na antybiotyki

-       Przeciwdziała rakowi i mutacjom

-       Zawiera duże dawki witamin z grupy B, C, A, E, P, K

-       Ma korzystny wpływ na zęby (ze względu na zawarte w niej pierwiastki śladowe)

-       Poprawia wzrok

-       Wspomaga trawienie

-       Potrafi powstrzymać biegunkę ale również zapobiega zaparciom

-       Łagodzi działanie alkoholu (uzupełnia wit. C i odtruwa wątrobę).

Jak widać dobroczynne działanie zielonej herbaty jest naprawdę imponujące. Nic dziwnego, że wielu praktyków TCM stosuje samą herbatę do leczenia, dobierając odpowiednio gatunek i częstotliwość picia do stanu pacjenta. Należy pamiętać, że z każdym potencjalnie cudownym środkiem można przesadzić, nawet wody można wypić za dużo i doprowadzić się w ten sposób do śmierci. Zawsze należy pamiętać o zasadzie złotego środka.  

 

Kiedy pić a kiedy nie

Dobór herbaty i dawki jest oczywiście sprawą indywidualną. Niemniej dla względnie zdrowej osoby w okresie letnim – 1-3 filiżanki dobrej jakościowo herbaty zielonej dziennie są jak najbardziej wskazane. Dlaczego w okresie letnim? Ponieważ zielona herbata ma działanie wychładzające (termikę zimną), nawet pita na ciepło (w przeciwieństwie do czarnej - lekko ogrzewającej). Zimą w naszym klimacie herbaty zielonej nie polecam, no chyba, że jesteśmy przegrzani. 

 

Jak zaparzać 

Nie jestem wielką specjalistką od parzenia zielonej herbaty, biorąc pod uwagę, że jest to cała sztuka, którą można zgłębiać wiele lat a nawet całe życie.

Najsłynniejszy specjalista od herbaty - Lu Yu (733-804) napisał 3-tomowe dzieło swojego życia zatytułowane „Księga herbaty“, w której zawarł własną wiedzę w temacie, wynikłą z kilkudziesięciu lat badań nad herbatą.

Niemniej zasady podstawowe są takie, że liście zalewamy wodą o temperaturze 80°C i parzymy ok. 3 minut. Następnie liście usuwamy. Kolor tak przygotowanego napoju będzie bardzo delikatny (w zależności od rodzaju herbaty). Osobiście bardzo lubię herbatę z gatunku sencha, szczególnie parzoną z dodatkiem prażonego ryżu, który nadaje jej charakterystycznego aromatu. Osobom, którym zielona herbata do tej pory kojarzyła się z gorzkim, niesmacznym napojem proponuję kupić odrobinę dobrej jakości senchy i zaparzyć ją we właściwy sposób. Będziecie zdziwieni tym delikatnym smakiem J.

Kwestia 80°C jest nieco kłopotliwa, zwykle wystarczy wlać wrzątek do filiżanki odczekać kilka minut i dodać liście. Czasem jednak trudno wyczuć ten właściwy moment, na szczęście na rynku są już dostępne czajniki elektryczne, w których można ustawić temperaturę, do jakiej woda ma się zagotować. Sama taki czajnik posiadam i sprawdza się doskonale. Jest to poniekąd profanacja, skoro Lu Yu poświęcił sporo miejsca w swoim dziele na opis typu drewna J.

 

Czego nie robić 

W TCM obowiązują następujące zakazy:

-       nie pić herbaty z poprzedniego dnia (herbatę pić świeżą, tuż po zaparzeniu) - traci ona bowiem wiele ze swych cennych składników,

-       nie popijać herbatą leków – dotyczy to leków zachodnich, ale i żeń-szenia, korzenia dzwonkowca kosmatego, korzenia powojnika chińskiego i in. – działanie leków może zostać zahamowane.

 

Wykorzystanie pozakulinarne 

Z zielonej herbaty, ze względu na jej liczne drogocenne substancje - robię naturalny tonik do twarzy. Do zaparzonej i ostudzonej dodaję kilka kropli olejku rozmarynowego, który jest naturalnym konserwantem i pozwala używać jej przez kilka dni nawet do tygodnia. Taki tonik ma działanie przeciwstarzeniowe, antynaczynkowe, odżywiające (ze względu na obecność witamin i minerałów). A to wszystko bez szkodliwych dodatków chemicznych.

Czytałam też, że liście zielonej herbaty po namoczeniu i ponownym wysuszeniu można dodawać do poduszek ziołowych. Sen na takiej poduszce to samo zdrowie!

Mam nadzieję, że tych z Was, którzy do zielonej herbaty do tej pory nie byli przekonani zachęciłam do zrobienia kolejnego podejścia, zaś już korzystających z jej dobrodziejstw – utwierdziłam w słuszności obranej drogi J

Share on Myspace

czwartek, 28 lipiec 2016 00:00

Syrop glukozowo-fruktozowy 

syrop glukozowo-fruktozowy 

Dziś temat, do którego przymierzałam się od jakiegoś czasu. Ważny, istotny, smutny, bo znowu obnaża prawdę o rzeczywistości.

Kiedyś pisałam, że cieszący się złą sławą cukier to mały pikuś w porównaniu z czymś co coraz częściej nas truje czyli z syropem glukozowo-fruktozowym.

Przyczyną wprowadzenia tego „wynalazku“ do powszechnego użycia jest oczywiście ograniczenie kosztów – cukier jest droższy, niż uzyskiwany zwykle ze skrobi kukurydzianej (oczywiście GMO, bo innej kukurydzy prawie nie ma) lub pszenicy syrop glukozowo-fruktozowy.

Z chemicznego punktu widzenia syrop glukozowo-fruktozowy jest podobny w składzie do cukru (sacharozy), tzn. zawiera mniej więcej po połowie (+/- 5%) glukozy i fruktozy. Z tej dwójki, wbrew pozorom to ta druga jest większym złem, gdyż wyekstrahowana postać fruktozy prowadzi do niealkoholowego stłuszczenia wątroby (o czym pisałam w tym artykule trzeba przeczytać!) a mimo to biały proszek fruktozowy nadal można kupić na półkach z tzw. zdrową żywnością! Zupełnie inne działanie ma fruktoza w owocach czy miodzie (choć UWAGA!, z owocami, szczególnie suszonymi nie wolno przesadzać, podobnie z miodem!) a zupełnie inne wyekstrahowana do postaci proszku.

Wracając do syropu glukozowo-fruktozowego. Powstaje on w wyniku hydrolizy węglowodanów. Dlaczego zatem - pomimo teoretycznie podobnej zawartości fruktuzy i glukozy co w cukrze – należy go unikać? Innymi słowy dlaczego syrop ten jest nawet gorszy od cukru?

Otóż:

  • Jest sporo badań potwierdzających, że spożywanie licznych produktów zawierających syrop glukozowo-fruktozowy jest przyczyną powszechnej otyłości już wśród dzieci i nastolatków (bardziej niż cukier),
  • Syrop ten podwyższa poziom złego cholesterolu,
  • Syrop ten powoduje spadek wrażliwości organizmu na hormon – leptynę, odpowiadający za informowanie mózgu o naszej sytości – innymi słowy powoduje brak hamulca mówiącego „dosyć“, 
  • Nie do końca znamy skład chemikaliów używanych w procesie wytwarzania syropu glokozowo-fruktozowym oraz ich wpływu na zdrowie człowieka i już samo to powinno stanowić podstawę do daleko posuniętego sceptycyzmu. Tak, tak – proces od strony technicznej jest pilnie strzeżoną tajemnicą. Wiadomo jednak, że jeszcze jakiś czas temu do wytwarzania tego syropu używano m.in. związków rtęci! (teraz ponoć nie jest już to praktykowane).

Część produktów słodzona jest syropem glukozowym. Jest to o tyle lepszy wybór (choć oczywiście słodzenie w ogóle nie jest wskazane) o tyle, że glukoza – w przeciwieństwie do fruktozy - jest przyswajana w każdej komórce naszego ciała i jest naturalnym elementem rozkładu węglowodanów w procesie trawienia.

Starajcie się wybierać produkty bez cukru zawsze tam gdzie jest to możliwe i nigdy nie sięgajcie po produkty z syropem glukozowo-fruktozowym. I tu ciekawostka – cena nie zawsze jest wyznacznikiem jakości. Przykładowo jakiś czas temu w Lidlu w czasie tzw. tygodnia greckiego były dostępne trzy rodzaje chałwy – wszystkie w tej samej cenie i podobnym opakowaniu. Dwie słodzone syropem glukozowo-fruktozowym (dyskwalifikacja) a jedna miodem i to z terenu UE (a nie z Chin – chiński miód budzi moje obawy). I tylko samo przeczytanie składu już pozwalało na dokonanie lepszego, zdrowszego wyboru, ale mało kto go czytał. Uwaga oznaczenie HFCS jest równoznaczne z syropem glukozowo-fruktozowym (z ang. high fructose corn syrup)

Wracając do syropu – nie udało mi się spotkać lodów sklepowych słodzonych czymś innym (dlatego lodom sklepowym trzeba podziękować całkowicie ze względu na bardzo długi, chemiczny skład). Większość jogurtów również ma ten dodatek. Czytajcie etykiety – a zdziwicie się niepomiernie gdzie go można znaleźć. Pamiętajcie, że to nasze wybory kształtują rynek. Jeśli nie będziemy kupować świństw, przestaną sprzedawać świństwa.

 

Share on Myspace

wtorek, 31 maj 2016 00:00

 

 

Kolagenowa "wkładka" do zupy mojej mamy

bolace kolano

Problemy ze stawami są powszechne i wcale nie dotyczą tylko osob starszych, bo nawet nastolatki w okresie intensywnego wzrostu mogą narzekać na bóle stawów. Potencjalnych przyczyn bólów może być bardzo dużo, od nietolerancji pokarmowej poprzez zakażenia bakteryjne na braku kolagenu kończąc. Ta ostatnia przyczyna jest częsta u osob starszych, ale i osoby trzydziestokilkuletnie mogą mieć już niedobory kolagenu, np. ze względu na dietę czy niekorzystny styl życia. Kolagen to główne białko tkanki łącznej.

Najlepsze źródła kolagenu to te, które zwykle lądują w koszu jako niepełnowartościowe mięso i to wielki błąd. Są to łapki kurze, skóra zwierząt, chrząstki. Dużą ilość kolagenu zawiera również golonka. Wiem, wiem, dla części czytających (dla mnie też) te wszystkie specjały są nie do przełknięcia. Ale jednak jest sposób na to, żeby przełknięcie było jak najbardziej możliwe. 

Dziś przedstawiam autorski pomysł mojej mamy na kolagenową wkładką do zupy. Regularne stosowanie przynosi rewelacyjne rezultaty, można odstawić suplementy na stawy.

Składniki:
Golonka szt. 1, najlepiej ekologiczna z grubą skórą 

Golonkę gotujemy w wodzie na małym ogniu przez ok. 2 h, aż będzie naprawdę miękka. Następnie zdejmujemy z niej to co najlepsze czyli skórę J Miękką i lekko galaretowatą skórę kroimy na małe kawełeczki, np. centymetrowe a następnie całość wrzucamy do urządzenia wysokoobrotowego i miksujemy na jednolita masę.

Masa wygląda tak: 

To nie jest przekłamanie kolorów, jest rzeczywiście prawie biała. Jest to dowód na to, że kolagen (skóra) to nie tłuszcz, czego niepotrzebnie obawiają się niektórzy. Tak przygotowaną masę przechowujemy w lodówce dodając jej na bieżąco do gotowanych zup. Nie zmienia smaku, nikt nawet się nie domyśli z czego jest, fajnie zagęszcza i nadaje „śmietanowy“ kolor. Zapraszam do garów!

Share on Myspace


 

Zdrowie to jedynie kwestia nawyku,

wielu drobnych przyzwyczajeń,

które składają się na całość

a jedyną osobą, która może Cię uzdrowić

jesteś Ty sam.